|
Pokaż wiadomości
|
| Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp. |
Wiadomości - satu1971
Strony: [1]
Mnie zastanawia dlaczego rodzice nie interesują się obozami językowymi? tylko zwykłym wysłaniem dziecka poza dom. Ano dlatego, że rozsądny rodzic, po całorocznym "kieracie" dziecka w szkole,na dodatkowych zajęciach, basenie, tenisie, itp. choć w wakacje pozwoli dziecku na zabawę i przeżywanie przygód. Zresztą po to wymyślono wakacje, jak i urlopy dla dorosłych
Takie rzeczy i środki powinien mieć organizator.
Nudne są już odpowiedzi OK Tours we wszelkich możliwych forach. Zawsze ton jest podobny:... " Z tego co wiem... Fajne kolonie tematyczne organizuje...." a także, że: "... byłam, a moja siostra pojedzie...". Samoreklama
Na Zimowisko z Dziecięcą Akademią Przygody. Moje dzieci już byli z nimi zarówno na Zimowisku jak i Kolonii. Mam zaufanie, więc nawet nie szukam czegoś innego. Zresztą moje małolaty mają "swoich" wychowawców http://akademia.przygody.pl
Znane mi metody na chorobę lokomocyjną: 1.Plaster na pępek - nie mam pojęcia jak i dlaczego, ale autentycznie działa ! Ważne, aby plaster był szeroki i przykrywał cały pępek. Wystarczy zwykły plaster. 2. avioplant - w składzie ma korzeń żeń-szenia. Nie otumania i usypia jak aviomarin i działa o wiele skuteczniej od locomotiv ( na moje dziecko locomotiv nie działa zupełnie  ). 3. Złożona gazetę pod pupę (do siedzenia). Nie wiem jak działa ( być może na zasadzie placebo), ale działa  4. Placebo z sugestią, że to bardzo silny lek na chorobę lokomocyjną. 5. Siedzenie w miarę możliwości jak najbliżej przodu ze wzrokiem do przodu ( absolutnie nie obserwować "widoków" w bocznych szybach. Absolutnie nie czytać ! Wszystkie metody sprawdzone z lepszym lub gorszym skutkiem, lecz każda z nich przynosiła pozytywne efekty
Kwestia "płaczących" telefonów łatwo rozwiązać. Po prostu nie dawać telefonu i kontaktować się z dzieckiem przez telefon wychowawcy. Zarówno my, jak i nasi znajomi nie daliśmy dzieciom telefonów. Z kontaktem nie było problemu. Umówiliśmy się z dziećmi, że będziemy dzwonić co drugi dzień o 14.30 (odpoczynek poobiedni). Poskutkowało. Sporo na ten temat rozmawialiśmy z wychowawcami przed wyjazdem dzieci i choć nie ukrywamy, że z trudem, to jednak daliśmy się przekonać. A odwiedziny to chyba najgorszy z pomysłów, bo chyba młodzi rozkleiliby się, gdyby nas ujrzeli w trakcie pobytu, a tak nie mając zbytnio wyczucia czasu, znieśli rozłąkę na szóstkę z plusem. I choć odległość była znaczna, nie miała znaczenia. Polecam poradnik dla rodziców najmłodszych dzieci napisany zresztą przez wychowawcę naszego syna: http://www.akademia-przygody.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=120&Itemid=114
Laptop na kolonii  Totalna porażka  A jeśli ktoś z niego korzysta, nie najlepiej świadczy to o organizatorze :/ Ja swoim maluchom nie daję nawet telefonu. Na szczęście organizator tak organizuje malcom dzień, że cały czas są aktywizowane. Młodzi nawet nie pytają przed wyjazdem, czy mogą zabrać PSP, czy inne "wynalazki".
W Dziecięcej Akademii Przygody najbardziej spanikowanym mamom dają namiary na kontakt z mamami, które już wcześniej wysłały z nimi swoje maluchy
Tak, bo agencje sprzedające tylko usługi turystyczne też używają tej nazwy. Warto zwrócić uwagę na biura podróży, które są bezpośrednim organizatorem wypoczynku, nie pośrednikiem. Inaczej czeka nas "głuchy telefon"  A i rozmowa z kimś, kto odpowiada za bezpieczeństwo mojego dziecka, to zupełnie co innego od rozmowy ze sprzedawcą.
Moim zdaniem najlepsza jest forma polecenia. Niestety nie miałem tego komfortu, gdy moje maluchy po raz pierwszy wyjeżdżały. Ja sprawdziłem wszelkie możliwe urzędy, jednak lepszym okazuje się dokładne sprawdzenie w internecie. jeśli było coś nie tak, na pewno się to znajdzie.
Ważniejsze od tego gdzie ( choć tu stanowczo polecam Polskę) jest z kim. Jak po raz pierwszy wysłaliśmy nasze dzieci, młody miał 6 lat. Wraz z żoną kilka nocy nie spaliśmy Niepotrzebnie się martwiliśmy. Młody owszem płakał,ale na koniec, że to już koniec  Przy zapisie wiedzieliśmy kto będzie wychowawcą. Nawet spotkaliśmy się z nim osobiście przed wyjazdem. Oprócz tego, że ma głowę na karku i duże doświadczenie, jest właścicielem biura z którego wysyłamy dzieci i naprawdę zależy mu i wie co robi. Grupy są małe, bo 8-10 osobowe. Mała miała różne wychowawczynie, młody tego samego wychowawcę już przez 4 wyjazdy. W zbliżające się wakacje też wysyłamy z nimi pociechy. Boję się ryzykować i zmieniać, bo jak dzieciaki są 400 km od domu, to i tak jestem spokojny.
Dziecięca Akademia Przygody z Warszawy. Szczególnie polecam dla młodszych dzieci. Sprawdziłem, polecam.
"Dziecięca Akademia Przygody" z Warszawy. Sprawdziłem bardzo dokładnie,bo od dwóch lat wysyłam z nimi moje maluchy. Najmłodszy pojechał jak miał 6 lat. W tym roku zapisałem już na kolonię.
|