Wyglada to w ten sposob. Osoba, ktora jest pielegniarka na obozie (koloniach) musiala skonczyc szkole medyczna, wiec napewno zna sie na podstawowych lekach. jest ona tam po to, aby udzielac dzieciom pierwszej pomocy w naglych wypadkach, oraz podawac leki zalecone przez lekarza. Nie wchodzi w gre leczenie na wlasna reke (chyba ze chodzi i cos na groraczke lub kropelki zoladkowe itp.). Do obowiazkow pielegniarki nalezy ocena tego, czy dziecko powinien obejrzec lekarz, jezeli tak, wybiera sie do niego razem z dzieckiem. Co do lekow ktore dzieci przyjmuja na stale, wyglada to w ten sposob, ze przed wyjazdem rodzice dostaja karte kolonijna w ktorej maja obowiazek napisac czy dziecko choruje przewlekle i czy przyjmuje na stale jakies leki, jezeli tak, podajemy dawki. Jezeli nie mamy pewnosci czy informacje te dotra do pielegniarki (a dotra napewno) mozemy dla uspokojenia wlasnego sumienia sporzadzic karteczke z imieniem i nazwiskiem dziecka, nazwami lekow i ich dawkami i przekazac ja razem z medykamentami pielegniarce przed wyjazdem dzieci (leki ktore dzieci przyjmuja na stale przekazujemy pielegniarce bezposrednio do rak-zawsze), mamy wtedy takze okazje porozmawiac z pielegniarka i zwrocic jej uwage na wazne dla nas aspekty. osobiscie stosuje ankiete ktora przekazuje rodzicom kilka tygodni przed wyjazdem do wylepnienia, tak, abym mogla wczesniej zapoznac sie ze stanem zdrowia dzieci i tym czego moge sie spodziewac, zostawiam rowniez miejsce na uwagi dotyczace dziecka (nie potrafi polknac duzej tabletki, czegos sie boi itp) wy rodzice najlepiej znacie wlasnie pociechy i informacje dotyczace dziecka uzyskane od was sa niezwykle cenne, dlatego nie bojcie sie mowic nawet o najbardziej blahych wedluch was rzeczach. pozdrawiam