chrzest na kolonii brzmi trochę groźnie, ale mój był bardzo wesoły, oczywiście trzeba było wypić trochę soku z cytryny z uśmiechem na twarzy, a potem zawiązali nam przepaski na oczy i trzeba było odgadnąć różne przedmioty po dotyku, a na koniec pokonać tor przeszkód na hulajnodze:-)